Aktualności

Skandal szpiegowski Orbána. Rosjanie mieli dostęp do węgierskiego MSZ

język węgierski ZMS został zinfiltrowany przez Rosję przed inwazją na Ukrainę, a następnie podczas szczytów UE i NATO w sprawie rosyjskiej agresji.

Do wyniki węgierski portal dla niezależnych dziennikarzy śledczych Direkt36. Dziennikarze znaleźli dokumenty ministerstwa spraw wewnętrznych, a także rozmawiali z ponad trzydziestoma byłymi węgierskimi urzędnikami i służbami. Szczegółowe śledztwo pokazuje, że dzięki wadom w sieci MSZ węgierska dyplomacja „stała się praktycznie dla Moskwy otwartą księgą”.

Rząd Viktora Orbána nie mówi publicznie o ataku i niechętnie dzieli się wiedzą z partnerami z UE i NATO.

Szef węgierskiej dyplomacji, Péter Szijjártó, mimo iż wiedział o zamachu, w grudniu 2021 roku odebrał z rąk Siergieja Ławrowa w Moskwie Order Przyjaźni – najwyższe rosyjskie odznaczenie państwowe, jakie może otrzymać nieznajomy.

Hakerzy Putina szpiegują Orbán

„Hakerzy Putina uzyskali pełny dostęp do sieci węgierskiego MSZ, rząd Orbána nie był w stanie ich powstrzymać” – czytamy w pierwotnym tytule tekstu śledczego na stronie Direkt36.

W kanałach komunikacji MSZ podzielili się z portalem szczegółami rosyjskiego włamania, m.in. od byłych urzędników, którzy dowiedzieli się o tym od innych urzędników, którzy znali sprawę z pierwszej ręki.

Według nich ślad po cyberataku sugeruje, że u źródeł operacji wymierzonych w węgierskie MSZ leżą grupy hakerów pracujących dla rosyjskiego wywiadu. Hakerzy ci pracują dla Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) i rosyjskiego wywiadu wojskowego (GRU). Według źródeł Direkt36, te grupy hakerskie są od dawna znane węgierskim władzom, ponieważ atakują węgierskie sieci rządowe od co najmniej dekady.

Jednak głównym celem ataków nie były Węgry, ale ich partnerzy z NATO i UE.

„Poziom bezpieczeństwa węgierskiej infrastruktury publicznej i prywatnej jest po prostu tak niski, że łatwiej się tu włamać” – powiedział węgierskim dziennikarzom ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

Dzięki włamaniom węgierska dyplomacja stała się dla Moskwy „praktycznie otwartą księgą”. Rosjanie mogli z góry wiedzieć, co planuje węgierskie MSZ. A działo się to przed, a także częściowo po inwazji na Ukrainę na szczytach UE i NATO.

Atak miał nastąpić za pośrednictwem ataków phishingowych i załączników do wiadomości e-mail zawierających złośliwe oprogramowanie i wirusy. Następnie zainfekowana została cała sieć wewnętrzna – komputery w siedzibie MSZ oraz sprzęt w ponad 200 zagranicznych instytucjach i misjach.

Nawet szyfrowany kanał transmisji poufnych dokumentów w ramach NATO i UE musiał zostać zhakowany – pisze autor tekstu Szabolcs Panyi.

Order Przyjaźni Putina

Jak ujawnia Direkt36, Węgry od dekady są celem rosyjskich cyberataków. Początkowo rosyjscy piraci traktowali Węgry jako wroga i atakowali w taki sam sposób, jak inne państwa członkowskie UE i NATO.

Nie było to trudne, ponieważ – jak mówią byli urzędnicy węgierscy – w systemie cyberbezpieczeństwa było wiele wad. Jeden z urzędników wspomina, że ​​wysocy urzędnicy MSZ czasami omawiali sprawy biznesowe na Messengerze, a na komputerach MSZ jednym z wpisów był „secretXX”, gdzie XX zostało zastąpione dwoma identycznymi liczbami. Ponadto w sieci wciąż można znaleźć bazy danych poprzednich ataków z adresami i hasłami węgierskich dyplomatów. Według Direkt36 hasło do jednego z e-maili ambasadorów zaczynało się od słowa „cipka”.

Sytuacja zmieniła się w 2014 roku, kiedy Orbán wybrał zdecydowanie prorosyjskie przywództwo. Od tego czasu Rosjanie wykorzystywali zhakowane komputery rządu węgierskiego głównie do przeprowadzania ataków na inne państwa członkowskie NATO.

W listopadzie 2014 roku ze stanowiska został odwołany szef BBN, instytucja została podporządkowana MSW, a kilka miesięcy później, w związku z „reorganizacją”, pracownicy kierownictwa Biura ds. cyberobrony zostały zwolnione.

Węgierscy dziennikarze zwracają uwagę, że w 2014 roku szefem MSZ został Péter Szijjártó, który wcześniej miał „głębokie związki z Rosją”. w grudniu 2021 otrzymał w Moskwie Order Przyjaźni, najwyższe rosyjskie odznaczenie, jakie może otrzymać obcokrajowiec.

Tweet węgierskiego dziennikarza pokazujący zdjęcie z nadania Orderu Przyjaźni szefowi węgierskiego MSZ

Przy piwie na szpiegach

Dziennikarze Direkt36 zwracają też uwagę, że rząd Orbána z jednej strony niechętnie dzieli się swoją wiedzą o zamachach z innymi członkami NATO i UE, a z drugiej zajmuje się tym skandalem ze szpiegostwem i precedensami co stali Rosjanie, bardzo wyrozumiali.

Direkt36 zapytał kilku dyplomatów z krajów UE i NATO, czy otrzymali informacje o ataku ze strony węgierskiej. Dyplomaci odmówili. Według byłego urzędnika NATO, z którym rozmawiali dziennikarze, kraj, który nie jest w stanie odeprzeć cyberataku, powinien zwrócić się o pomoc do sojuszników. „Istnieje również dżentelmeńska umowa w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, że jeśli wiesz, że twoja sieć jest zainfekowana, próbujesz wykluczyć z niej dokumenty NATO” – powiedział były urzędnik.

Służby europejskie miały dowiedzieć się o ataku – dosłownie – przy piwie.

Jesienią 2021 r. spotkał się Klub Berneński, stowarzyszenie szefów europejskich tajnych służb. Zapraszani są również przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, Kanady, a czasem Izraela. To właśnie wtedy, przy kolacji i piwie, podczas gdy wiele ważnych tematów było omawianych w nieformalnej atmosferze, węgierscy urzędnicy musieli poinformować o cyberataku.

Jednak według byłego oficera wywiadu, z którym rozmawiał Direkt36, węgierscy urzędnicy nie zrobili tego na polecenie MSZ czy rządu Orbána.

Oficjalnie rząd Orbána jest bardzo powściągliwy w komentowaniu działań stojących za Rosją. Władze węgierskie nie skrytykowały oficjalnie Rosji i nie ogłosiły publicznie ataku.

Węgierskie MSZ również nie odpowiedziało na pytania dziennikarzy Direkt36. Po opublikowaniu ich tekstu zadowolił się stwierdzeniem, że „nie zwraca uwagi na kłamstwa kampanii [wyborczej]”.

Direkt36 przypomina też historie szpiegowskie pisane cyrylicą z przeszłości, na które władze węgierskie przymykały oko. „Rosyjscy szpiedzy złapani na gorącym uczynku na Węgrzech są po cichu deportowani, to znaczy po prostu odsyłani do domu, a ich sprawy nigdy nie są upubliczniane” – piszą dziennikarze.

Sebastian Klauziński
Sebastian Klauziński

Dziennikarz. Pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. W OKO.press od 2018 roku. Finalista Nagrody Radia ZET za cykl tekstów na temat „Paktu Wrocławskiego”. Trzykrotnie nominowany do nagrody Grand Press


Leave a Reply

Your email address will not be published.

Back to top button