Aktualności

Grupa Wyszehradzka jest oszałamiająca. Czas zwrócić się do Finlandii i Szwecji

gRupa Wyszehradu znowu się zatacza. Polsko-Czeski został pokonany konflikt o Turowie, ale w jego miejsce szybko pojawił się nowy, znacznie poważniejszy problem. Podejście Węgier do wojny na Ukrainie jest nie do zaakceptowania dla pozostałych partnerów Grupy. Z tego powodu polski minister obrony zdecydował się nie uczestniczyć w szczycie V4 w Budapeszcie, do którego ostatecznie nie doszło. W Czechach kwestionuje się samo znaczenie istnienia Grupy Wyszehradzkiej w obecnej sytuacji. Zamiast tego wzywa do zbliżenia z krajami basenu Morza Bałtyckiego. Według dziennika „Lidové Noviny” szef czeskiej parlamentarnej komisji spraw zagranicznych Marek Ženíšek oświadczył nawet, że „w tej chwili współpraca w ramach V4 nie ma sensu, a współpraca z Polską, Słowacją i krajami bałtyckimi jest znacznie korzystniejsze” (cytat z Dziennik.pl, 5 kwietnia).

Wojna zwykle prowadzi do pewnej reorientacji polityki zagranicznej. Spadają maski i widać, kto tak naprawdę jest po naszej stronie. Węgry pokazały, że mają zupełnie inne podejście do kluczowych zagadnień szerszego bezpieczeństwa niż Polskaczego i tak należało się spodziewać. Widzimy też ponownie, że w tych najważniejszych sprawach jesteśmy na dobrej drodze z krajami nordyckimi, zwłaszcza z Finlandią i Szwecją. Oba kraje są liderami we wspieraniu Ukrainy. Od lat są też bardzo podejrzliwi wobec Rosji i jej wpływów w Europie. Bliskie partnerstwo Polski ze Szwecją i Finlandią z nawiązką zrekompensowałoby utratę uprzywilejowanych stosunków z Budapesztem – partnerem niezręcznym, labilnym, a nawet skrajnie cynicznym, który nie pasuje do polskiej kultury politycznej opartej w dużej mierze na „kategoriach etyki i sprawiedliwości, a nie na zysk i w pośpiechu.

Jednoznacznie po stronie Ukrainy

Szwecja w Finlandii nie przywiązywał się do sojuszy obronnych. Niemniej jednak nikt nie wątpi, że są członkami społeczności zachodniej, więc trudno nazwać je krajami neutralnymi, jak to często się robi. Oba państwa od lat ściśle współpracują z Sojuszem Północnoatlantyckim, dlatego Rosja regularnie prowokuje je naruszając ich przestrzeń powietrzną (np. nad szwedzką Gotlandią), a czasem bezpośrednio im zagraża. Kiedy pod koniec 2021 roku szwedzki minister obrony Peter Hultqvist ogłosił, że jego kraj może wziąć udział w wojskowej misji szkoleniowej na Ukrainie, rosyjska ambasada nie omieszkała przypomnieć o bitwie pod Połtawą w 1709 roku. Szwedzka armia zostaje wtedy pokonana . przez wojska rosyjskie i wziął do niewoli kilkudziesięciu generałów, co jest postrzegane jako symboliczny koniec ambicji mocarstwowych Sztokholmu. Finowie pamiętają wojnę zimową z ZSRR (1939-1940), podczas której bronili swojej państwowości, ale stracili Karelię, czyli swoje drugie co do wielkości miasto w tym czasie, Viipuri (obecnie rosyjski Wyborg).

Dlatego oba narody nie mają złudzeń co do Rosji i od początku wojny stoją jednoznacznie. po stronie ukraińskiej. Szczególnie w przypadku Szwedów wymagało to głębokiej zmiany w podejściu do stosunków zagranicznych. Oczywiście natychmiast potępili agresję i jako jedni z pierwszych zamknęli przestrzeń powietrzną dla rosyjskich samolotów. Ale przede wszystkim zdecydowali się na udział w uzbrojeniu Ukrainy, co było pierwszym tego typu przypadkiem od 1939 roku, czyli od czasów wojny zimowej. Szwecja od dziesięcioleci nie eksportowała broni do stref konfliktu, ale teraz złamała tę zasadę. Już pod koniec lutego Riksdag autoryzował rząd wysłać na Ukrainę m.in. 5 tys. granatników AT4 i innego sprzętu o łącznej wartości 37 mln euro. Ponadto Sztokholm wsparł Kijów kwotą 500 mln CZK. Pod koniec marca Szwedzi uznali, że to za mało i wysłali m.in. kolejne 5 tys. o godz.

Finlandia zamknął przestrzeń powietrzną dla Rosjan w tym samym czasie, gdy Polska – już 26 lutego. Jego militarne wsparcie dla Ukrainy jest co najmniej przyzwoite. Według analiz Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych z początku marca dało mu to 2,5 tys. pistoletów, 1,5 tys. granatniki i setki tysięcy naboi. Helsinki zezwoliły również Estonii na przekazanie Dnieprowi haubic i odpowiedniej amunicji zakupionej od nich. Inicjatywa ta była od dawna blokowana przez Niemców (to oni w latach 90. sprzedawali broń Finlandii).

Na początku marca szwedzkie i fińskie siły powietrzne przeprowadziły wspólne ćwiczenia w pobliżu Gotlandii. Wtedy doszło do ostrej prowokacji ze strony Rosjan, których cztery myśliwce naruszyły szwedzką przestrzeń powietrzną.

Niewspółosiowość elewacji

Oba kraje ściśle współpracują z samym NATO i należą do najważniejszych partnerów Sojuszu. W połowie marca w Norwegii odbyły się manewry zimnej odpowiedzi NATO. Operacje wojskowe w warunkach subarktycznych prowadziło także 600 Finów i 1,6 tys. Szwedów. Ci ostatni biorą udział w tych manewrach regularnie od 2006 roku. Ponadto ich maszyny biorą udział w ogromnej operacji rozpoznawczej NATO, która toczy się obecnie nad naszymi głowami i innymi krajami wschodniej flanki Sojuszu. Loty nad polskim niebem to m.in. szwedzkie maszyny rozpoznawcze S-102B Korpen, czyli zmodyfikowany Gulfstream IV, które były wykorzystywane w przeszłości w operacjach pokojowych NATO.

Niezaangażowanie Szwecji i Finlandii jest to zatem w dużej mierze fasada. I jest bardzo prawdopodobne, że ta fikcja wkrótce się skończy. Szczególnie w Finlandii coraz częściej mówi się o członkostwie w NATO. Według sondaży ostatnio poparcie społeczne dla członkostwa wzrosło do ponad 60%. W kwietniu kwestią ewentualnego członkostwa w Sojuszu musi zająć się parlament i być może już w czerwcu na szczycie w Madrycie Helsinki wystąpią o członkostwo. – Finlandia zdecyduje za kilka tygodni – – zapewniła w środę premier Sanna Marin po spotkaniu w Sztokholmie z szefową szwedzkiego rządu Magdaleną Andersson. Członkostwo znacznie wzmocniłoby zdolność NATO do obrony państw bałtyckich i poszerzyło granicę Sojuszu z Rosją o 1,3 mili. km.

W Szwecji poparcie dla członkostwa jest niższe, ale po raz pierwszy w historii zbliża się do 50%. Przystąpienie do sąsiadów przekonałoby zapewne wielu niezdecydowanych Szwedów – według PISM przystąpienie do Sojuszu poparłoby wówczas nawet 66%. społeczeństwo. Już za nim stoi lider opozycyjnej partii Umiarkowana Koalicja Ulf Kristersson. Socjaldemokraci rządzący w Szwecji pracują obecnie nad nową polityką bezpieczeństwa, a premier Magdalena Andersson powiedziała państwowej telewizji SVT, że nie wyklucza przystąpienia. Oczywiście Kremlowi nie podoba się ta zmiana polityki. Według jego rzecznika Dmitrija Pieskowa, dalsza ekspansja Sojuszu mogłaby zdestabilizować region, tak jakby sama Rosja nie była głównym, czy wręcz jedynym elementem destabilizującym region.

Szwedzka minister spraw zagranicznych Ann Linde, która przebywała w Polsce w drugiej połowie marca, zgodziła się ze Zbigniewem Rau, że nie powinno być powrotu do utartego schematu z Rosją, a Ukraina powinna być wspierana dostawami sprzętu wojskowego i ostrzejszymi sankcjami.

Powrót nad Bałtyk

Tak więc w zakresie polityki bezpieczeństwa jesteśmy w drodze z krajami Północy. Bliższa współpraca jest również możliwa w wielu innych obszarach. Po pierwsze w sektorze energetycznym. Polska zamierza odejść od paliw kopalnych poprzez energetykę jądrową, ale w UE wiele krajów – w tym Niemcy i Austria – nadal dogmatycznie sprzeciwia się tej technologii. Sztokholm poparł włączenie energetyki jądrowej do taksonomii UE, a Finowie przekazują kolejne jednostki jądrowe. Niedawno oddano do użytku trzecią elektrownię na wyspie Olkiluoto, w budowę której zaangażowało się kilkadziesiąt naszych firm. Pracownicy z Polski stanowili 40 proc. pracowników (była to największa grupa narodowa, jeszcze przed Finami). To doświadczenie będzie oczywiście nieocenione w rozwoju energetyki jądrowej na Wiśle, ale pokazuje też ogrom możliwości naszej współpracy z krajami nordyckimi.

Niewątpliwie znajdziemy wśród nich także sojuszników w dążeniu do zaostrzenia sankcje nałożone na Rosję. Zwłaszcza w Szwecji, która jest jednym z najmniej uzależnionych od rosyjskich surowców krajów UE – tylko jedną czwartą swojej ropy importuje ze wschodu, a gazu w ogóle nie importuje. Nie jest to jednak szczególnie konieczne, ponieważ szwedzka energetyka opiera się na elektrowniach wodnych i jądrowych, które łącznie dostarczają ponad 80% energii elektrycznej. energii elektrycznej w tym kraju (dane z aplikacji Electricity Map na dzień 12 kwietnia).

Ten niewielki kraj plasuje się na 10 miejscu wśród największych inwestorów zagranicznych w Polsce (z kwotą 20 mld zł), tuż za Japonią. Inwestycje te są generalnie bardzo wysokiej jakości i umożliwiają transfer technologii i know-how. Jedną z najnowszych jest powstająca w Gdańsku fabryka systemów magazynowania energii Northvolt z centrum badawczo-rozwojowym. Będzie ściśle współpracował z fabryką akumulatorów litowo-jonowych, która rozpoczęła działalność w północnej Szwecji pod koniec ubiegłego roku. Produkcja trafi do Gdańska, gdzie będą produkowane większe moduły bateryjne.

Zakres współpracy z krajami nordyckimi jest ogromny. Dużo bardziej niż z Węgrami, uzależnionymi na jej żądanie od Rosji. Możemy współpracować ze Szwecją i Finlandią w obszarach bezpieczeństwa, polityki wobec Rosji, gospodarki, energii, innowacji, transportu, żeglugi i wielu innych. To sprawdzeni sojusznicy, którzy patrolują nasze niebo i umożliwiają transfer technologii i know-how. Polska natomiast potrzebuje Węgier… do niczego. Co najwyżej moglibyśmy się od nich nauczyć, jak zoligarizować gospodarkę i zdefraudować środki z UE, której europejskim liderem jest Budapeszt. ©℗

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Back to top button