filmy

Tom Hanks: w pełni amerykański dobry facet, który przestał grać bezpiecznie | Tom Hanks

IW szkołach sztuk scenicznych i programach szkoleniowych instruktorzy często mówią, że aktorstwo polega na dokonywaniu wielkich, zdecydowanych wyborów i całkowitym ich zaangażowaniu. Wydaje się, że to najlepszy sposób na zrozumienie przerośniętego wsparcia Toma Hanksa w nowym filmie biograficznym Elvisa jako „pułkownika” Toma Parkera, urodzonego w Holandii menedżera Elvisa Aarona Presleya i pasożytniczego, uzależnionego od hazardu svengali. Wśród bardziej zagadkowych wyborów dokonanych przez Hanksa: mówienie z nutą octu, czasami niewyraźną regionalnie, czasami czytelną fuzją głębokiego południa i lirycznego euro-lilt; założenie protezy szyi, która sprawia, że ​​wygląda, jakby mógł krzyczeć na Elvisa, żeby „wszedł mi do brzucha”; zakładając niezdarną fizyczność, która tylko staje się bardziej wyraźna, gdy pułkownik Tom przygotowuje się do przetasowania swojej śmiertelnej powłoki w (prawdopodobnie) metaforycznym kasynie losu. Po opanowaniu rzemiosła i zdobyciu wszystkich wyróżnień wydaje się, że motywuje go przede wszystkim własna rozrywka, jak gracz wideo, który pokonał ostatniego bossa i zaczął eksplorować najdalsze granice wirtualnego świata w poszukiwaniu usterek.

Choć jego pułkownik Tom może być niewytłumaczalny z minuty na minutę, jako całość, ten szalony występ doskonale wpisuje się w kontekst kariery Hanksa w jej pół-eksperymentalnej, drastycznie niespójnej późnej fazie. W ciągu ostatniej dekady jedna z największych gwiazd filmowych na naszej planecie, z różnym skutkiem, przerywała ciągi typowych ról dziwnymi i często błędnymi wyprawami na mniej znane terytorium. Może się nudzić i szukać nowego sprawdzianu umiejętności lub być nietypowo szorstkim ostatnie spotkanie zgodnie z sugestią fanów mobbingu, może rozwijać się w miarę zbliżania się do 60-tki. Tak czy inaczej, obraz tworzy niespokojny starzejący się ekspert, rozdarty między doskonaleniem się w tym, w czym jest dobry, a stawianiem sobie wyzwań, bez względu na to, jak nikły jego sukces. Dla kogoś, kto zasłużył sobie na samozadowolenie w średnim wieku, jego ciągła nieprzewidywalność sprawia, że ​​jest to dziwaczny akt hojności.

Tom Hanks w Elvisie
Hanks jako pułkownik Tom Parker w Elvis, nowym filmie biograficznym Baza Luhrmanna. Zdjęcie: Album/Alamy

Do tego momentu, ekranowa osobowość Hanksa była dość łatwa do wyizolowania i zdefiniowania, a jego filmografia była dobrze zaopatrzona w różnego rodzaju przyzwoitych facetów. Jego pojawienie się w telewizji w Bosom Buddies, przebojach męskich, takich jak Splash i The Money Pit (wtedy dosłowne przez Big), zwrot w kierunku prestiżu ozdobionego Oscarem środkowego brwi, era romcomów – wszystkie one są zjednoczone fundamentem dobroci , moralność, która sprawiała, że ​​Hanksa nie dało się nienawidzić, nawet grając emisariusza bezimiennej korporacji, której celem było wypłoszenie mamy i taty. Z czasem skończyłby od najlepszego kumpla Ameryki, zawsze gotowego z zimnym piwem i przemową na powitanie, do amerykańskiego taty, Atticusa Fincha, z komediowym wyczuciem czasu. W epizodzie z 2011 r. jako on sam w 30 Rock, widział, jak spędza noce śpiewając do siebie i robiąc na drutach przed telewizorem przy niskim, delikatnym nagłośnieniu.

Ale jego ścieżka zahaczyła o przyszłość soku z owsianki i suszonych śliwek w 2010 roku i podzieliła się na intrygującą sieć widelców. Nie rozstał się z Hankami, których kochamy, chociaż niedawne przywoływania jego dobrego faceta nabrały nowych odmian. Niegdysiejszy wybawca szeregowca Ryan spędził większość dekady na podtrzymywaniu amerykańskiego stylu życia, czy to przez pośredniczenie w pokoju (jak w Bridge of Spies, Captain Phillips i News of the World, te ostatnie prowadzą go do gorszego rejestru), broniąc prawdę (jak w The Post) i walcząc o wolność jednostki przed złem wynikającym z nadzoru wielkiego rządu (jak w Sully, choć jest on bardziej podporządkowany ideologii reżysera Clinta Eastwooda). Najczystsze wpisy są bliskie parodii tej tendencji, chociaż takie fizyczne ucieleśnienia dziecięcej czystości, jak Walt Disney i Fred Rogers, byłyby ostatecznie odtwarzane bezpośrednio przez towarzyszące im scenariusze.

Hanks jako gangster posiekany w baraninę w Atlasie chmur.
Hanks jako gangster posiekany w baraninę w Atlasie chmur. Zdjęcie: Warner Bros/Kobal/Rex/Shutterstock

Jeśli Hanks ma politykę „jeden za nich, jeden za mnie”, chodzi raczej o masową atrakcyjność, a nie o osobiste znaczenie; za każdego zadowolonego z tłumu, który umieszcza go z powrotem w jego sterówce, schodzi na dalszy plan, który pozwala mu wypróbować pewne rzeczy, których wcześniej nie robił. Podobnie jak w przypadku wielu mężczyzn zbliżających się do jego jesiennych lat, parał się egzystencjalizmem, od napędzanych kryzysem poszukiwań duszy w Hologramie dla króla po pogrzebowe budowanie spuścizny po Finch (w którym jego postapokaliptyczny ocalały musi nauczyć robota troszczyć się o świat, w którym już niedługo zamieszka). Wszedł całkowicie nikczemny w The Circle, w którym zagrał wielkiego technologa, który dąży do pełnej przejrzystości w cyfrowym stanie nadzoru, co byłoby najbardziej szokującym odejściem w jego twórczości, gdyby nie Atlas Chmur. Tutaj zaczyna się faza makaronowania Hanksa, jego sześcioznakowe tour de force przez skaczącą w czasie strukturę antologiczną daje mu szansę na rozgałęzienie się w pół tuzina różnych kierunków jednocześnie.

To, czy Hanks był skuteczny jako gangster z posiekanej baraniny wapnem w Atlasie Chmur, można argumentować w nieskończoność, choć to nie jest ani tu, ani tam. Przez kilka błyskotliwych chwil widzimy, że najbardziej lubiany człowiek w showbiznesie nie jest tak bardzo zainteresowany byciem lubianym, prowadzonym przez bardziej niestabilną, intymną muzę, niż mu wcześniej odpowiadał. W nadchodzących miesiącach zagra w amerykańskim remake’u szwedzkiej komedii A Man Called Ove (jeśli coś podobnego do oryginału, to dla niego okazja do wykonania bardziej wytrzymałych protez twarzy) i połączy się z Wesem Andersonem w celu pierwszy raz w hiszpańskim Asteroid City. W karierze, która trwa już piątą dekadę, wciąż znajduje nowe nowości, łagodząc swoją główną cnotę uroku i poświęcając miejsce ciekawości dla niej samej. Mów, co chcesz, o występie Hanksa w Elvisie, gdy Mefistofeles oblał sos do kiełbasek: to dowód na to, że nie ma niczego, czego nie może lub nie może zrobić.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Back to top button